Czy przedstawiałem już wam Rysia?
Ryszard jest starszym kotem, którego ktoś podrzucił na nasze podwórko w sierpniu. Gdy się pojawił, wyglądał, jakby były to jego ostatnie dni. Wychudzony, wyleniały, z potężnym katarem i niedosłyszący, prawie głuchy.
Mimo tego stanu od początku pchał się do kontaktu z ludźmi, ocierał o nogi i domagał czochrania (oraz żarcia, oczywiście). Koty, które po prostu przyłażą do nas z innych gospodarstw, tak się nie zachowują, dlatego podejrzewamy, że był domowym kotem, który się zestarzał, zachorował, a może też przeszkadzał w planach wakacyjnych, więc w nocy ktoś go wywiózł na wieś.
Rysia odkarmiliśmy i wyleczyliśmy, załapał się też na odrobaczanie i odpchlanie. Teraz zupełnie nie przypomina tego zasmarkanego kociego nieszczęścia sprzed kilku miesięcy, a jego futro zrobiło się gęste i gładkie.
Nadal przesiaduje na naszym podwórku, razem z trójką rudzielców, które codziennie przychodzą chyba od sąsiadów, gdzie nocują w jakiejś stodole.
Czy już się chwaliłem, jaki domek wyszykowałem trzem kotom, które spędzają większość czasu na naszym podwórku?
Gdy przyszły ostatnie mrozy, a koty zamiast przenocować gdzieś u sąsiadów w stodole/oborze siedziały u nas, zgarniałem je na noc do ogrzewanej piwnicy. Ale komplet udało mi się zebrać bez problemów tylko raz, potem albo któregoś brakowało, albo któryś bardziej oporny pociął mi dłoń pazurami.
Postanowiłem wyszykować im porządny domek. Spory, mocny karton okleiłem styropianem (z podwójną warstwą od spodu), a na to przyszła folia, żeby zabezpieczyć przed wilgocią. Do środka dostały ciepły kocyk, syntetyczny, żeby nie nasiąkał wodą ze śniegu wniesionego na łapach.
Budkę ustawiliśmy pod niedużym zadaszeniem, gdzie dostają żarcie. Na starych paletach, żeby dodatkowo odizolować od zimnego podłoża.
Gdy budowałem domek, rodzice dopytywali się, jak nauczę koty, że mają tam wchodzić, a wystarczyło postawić go na miejscu i na chwilę odejść, żeby cała trójka wpakowała się do środka.
Nowy pacjent w mojej kociej klinice, kocurek o roboczym imieniu „Wściekły” (bo ma wiecznie wkurzony wyraz pyszczka). Razem z siostrą Jęzor (ma mlem przez 90% czasu) był częścią gangu Ryszarda*, trójki kotów regularnie przychodzących na nasze podwórko posępić o żarcie. To im robiłem ocieplany domek**, który niedawno pokazywałem, żeby miały gdzie się schować przed zimnem. Gdy przyszły ostatnie mrozy Rychu i Jęzor zjawiały się coraz rzadziej, widocznie siedzą gdzieś u sąsiadów w oborze/chlewie/stodole, ale Wściekły zjawiał się prawie codziennie i domagał żarcia.
Gdy w niedzielę wcześnie rano zobaczyłem, że tym razem najwyraźniej nocował przed naszym domem i to nie budce, tylko we wnęce okna do piwnicy, ma sopel na wąsach i zaklejone oczy, zgarnąłem go do ciepłej piwnicy. Dałem mu jeść i pić, przemyłem ciepłą wodą oczy i usunąłem zaschniętą wydzielinę. Jeść nie chciał, ale pije sporo. Ma też solidny katar, więc dzisiaj byłem u wety i Wściekły dostaje antybiotyk oraz lek przeciwzapalny.
Większość czasu spędzał na spaniu na krześle, ale teraz zaczął się trochę przeciągać, chodzić i myć, a wyczyszczone oczy jak na razie nie zakleiły się ponownie, więc jestem dobrej myśli.
Mam nadzieję, że uda się go wyleczyć, odrobaczyć, zaszczepić, wykastrować i znaleźć dom.
* https://mastodon.com.pl/@LukaszHorodecki/115435391134254000
** https://mastodon.com.pl/@LukaszHorodecki/115892674034022266
#kot #cat #catsOfMastodon #pokaKota #pomańczowyKot #orangeCat