Czy przedstawiałem już wam Rysia?
Ryszard jest starszym kotem, którego ktoś podrzucił na nasze podwórko w sierpniu. Gdy się pojawił, wyglądał, jakby były to jego ostatnie dni. Wychudzony, wyleniały, z potężnym katarem i niedosłyszący, prawie głuchy.
Mimo tego stanu od początku pchał się do kontaktu z ludźmi, ocierał o nogi i domagał czochrania (oraz żarcia, oczywiście). Koty, które po prostu przyłażą do nas z innych gospodarstw, tak się nie zachowują, dlatego podejrzewamy, że był domowym kotem, który się zestarzał, zachorował, a może też przeszkadzał w planach wakacyjnych, więc w nocy ktoś go wywiózł na wieś.
Rysia odkarmiliśmy i wyleczyliśmy, załapał się też na odrobaczanie i odpchlanie. Teraz zupełnie nie przypomina tego zasmarkanego kociego nieszczęścia sprzed kilku miesięcy, a jego futro zrobiło się gęste i gładkie.
Nadal przesiaduje na naszym podwórku, razem z trójką rudzielców, które codziennie przychodzą chyba od sąsiadów, gdzie nocują w jakiejś stodole.