Czy już się chwaliłem, jaki domek wyszykowałem trzem kotom, które spędzają większość czasu na naszym podwórku?
Gdy przyszły ostatnie mrozy, a koty zamiast przenocować gdzieś u sąsiadów w stodole/oborze siedziały u nas, zgarniałem je na noc do ogrzewanej piwnicy. Ale komplet udało mi się zebrać bez problemów tylko raz, potem albo któregoś brakowało, albo któryś bardziej oporny pociął mi dłoń pazurami.
Postanowiłem wyszykować im porządny domek. Spory, mocny karton okleiłem styropianem (z podwójną warstwą od spodu), a na to przyszła folia, żeby zabezpieczyć przed wilgocią. Do środka dostały ciepły kocyk, syntetyczny, żeby nie nasiąkał wodą ze śniegu wniesionego na łapach.
Budkę ustawiliśmy pod niedużym zadaszeniem, gdzie dostają żarcie. Na starych paletach, żeby dodatkowo odizolować od zimnego podłoża.
Gdy budowałem domek, rodzice dopytywali się, jak nauczę koty, że mają tam wchodzić, a wystarczyło postawić go na miejscu i na chwilę odejść, żeby cała trójka wpakowała się do środka.