Bylem wczoraj na spektaklu Lubiewo we wrocławskim teatrze. Podobało mi się i już. Książkę czytałem lata temu. Jedyny problem [zresztą nie tylko w tej sytuacji] - to problem z poczuciem humoru.
Nie wiem, kiedy się śmiać - a oni wiedzą. Jako to rozpoznać?
Spektakl jest dogłębnie smutny - choć wiadomo, że przetkany bon motami/powiedzonkami, tzw witkowszyzną, zabawne momenty.
Fajne - choć "przegięte" cioty tamtych lat miały przejeWane.. i to nie w tym sensie, w jakim chciały by mieć.
Nie mam rozeznania w pedalskich uniwersach - ale TO polskie, końcówki lat 90 - to była "mechaniczna pomarańcza" w rowie mariańskim...
mocne.
Polecam.
#wrocław, #kultura
w zasadzie te ciotki, to były prawdziwe punki...