W zeszłym roku złoto (podobnie jak inne metale szlachetne) okazały się świetną inwestycją, która pozwalała zyskać dobrych kilkadziesiąt procent. Jest to wynik prawdopodobnie spadku wartości dolara (do czego - intencjonalnie - przyczynił się Trumpek) i postępującym brakiem zaufania do normalnych walut. W takich sytuacjach złoto zwykle rośnie, choć tutaj było to aż nadzwyczaj widoczne.
Ale to, co zaczęło się dziać w ostatnich dniach, to było szaleństwo - szybkie przebicie bariery 5000 USD za uncję (którą analitycy prognozowali na koniec roku) i wywindowanie do 5500. +25% od początku roku, w samym styczniu! Analitycy nie nadążali z prognozami. Było wiadomo, że przyjdzie korekta, no i przyszła, ale nagle i to po dużym wzroście dzisiaj.
To było szaleństwo i tak się musiało skończyć, choć to pewnie nie koniec rajdu złota. To i tak jest aktywo bardziej na ciężkie czasy, na długotrwałe przechowywanie, a nie coś, co kupuje się na rok. Ten był akurat wyjątkowy.