Jakiś czas temu oglądałem takiego hinduskiego kucharza telewizyjno-internetowego i robił takie zawijane placki z nadzieniem. Zaczął od robienia prostych placków z mąki. wody, jogurta, sody i jakiegoś tłuczu, mniejsza o szczegóły. Jak już miał te placki, to przygotował sobie różne kolorowe warzywa - pokroił drobno w takie fryteczki, ale drobniejsze. Następnie podgrzał placki na patelni, żeby były ciepłe i chrupiące z jednej strony. Do tej rozgrzanej patelni wbił roztrzepane jajko, posypał drobnymi warzywami i przykrył plackiem, żeby się przykleiło. Zostawił na chwilę na małym ogniu, żeby się ścięło przyklejone do placka. Wyjęty placek posmarował od środka (tam gdzie jajko i dodatki) sosem na bazie majonezu, octu i kilku przypraw, a potem zawinął. Gotowe.
No więc, implementacja lokalna teraz: Placki, na pełnego lenia z lidla... są takie, podobno 'włoskie' piady czy jakoś tak. Po 3 sztuki pakują... potrzebujemy 1 na osobę. Może leżeć otwarte kilka dni, tylko worek zawinięty, żeby za mocno nie wyschło.
Dodatki, to dosłownie garść pieczarek z cebulką przesmażone wcześniej/wczoraj. Jedno jajko utrzepane z odrobiną soli, wędzonej papryki i E621. Sos to płaska łyżeczka majonezu i dosłownie odrobina octu winnego. Zawijamy i cieszymy się. Poprzednim razem miałem poszatkowaną marchewkę jako dodatki.
Zdjęcia nie będzie, bo 1. i tak g. widać. 2. zjadłem już.
PS. radzę nie szaleć z dodatkami, bo potem jest problem to zjeść.